Piotr Sionko

Po Obamie czas na busz(a)

Dodany przez: Piotr Sionko

Tagowany w: Brak Tagów 

Trzy dni z rzędu spędziliśmy w buszu, czyli na tanzańskiej wsi. Jedna z rodzin ugościła nas tradycyjnym posiłkiem, dodajmy podstawowym pożywieniem najbiedniejszych. Brązowy kleik, który okazał się chlebem robionym z prosa, zamaczało się w zielonej mazi z ogórków. Do tego pieczone szprotki. Całość, spożywana rękoma, nie wzbudzała zaufania.

Poznaliśmy ludzkie problemy, których nie widać zza szyb jeepów. System rabinatu, ubóstwo, brak dostępu do bieżącej wody i elektryczności – wszystko to ma wpływ na szerzenie się wszechobecnych chorób. Królują AIDS i malaria.

Do domu zaprosił nas chłopak w naszym wieku. Jego historia to materiał na film. Stracił ojca chorego na AIDS, jego matka ciągle walczy z chorobą. George studiował w kenijskim Kisumu, dzięki wsparciu fundatora z zagranicy. Gdy tamten umarł, chłopak musiał wrócić do małego Shirati.

Razem z matką i babcią pomagają polskiemu księdzu prowadzić coś w stylu sierocińca. W trzech małych pomieszczeniach kłębią się malutkie dzieci. Białemu trudno jest pokonać barierę rasową. Dorośli wydają się sztucznie uśmiechać, tymczasem ich pociechy od razu wieszają się nam na szyjach. Ale i dla nich jesteśmy obcymi, czyli mzungu.

Zdobywamy ich zaufanie, kolor skóry przestaje być problemem. Wówczas zaciekawienie wzbudza kolor oczu. W Tanzanii wszyscy mają brązowe. My z naszymi niebieskimi czy zielonymi pozostajemy dla nich mzungu. – Pewnych granic nie da się pokonać – przekonywali nas polscy misjonarze z wieloletnim stażem w Afryce.